Katedra Filologii Wegierskiej Uniewersytetu Jagiellonskiego w Krakowie -

 

Wywiad z Panią mgr Małgorzatą Stós

Pani mgr Małgorzata Stós jako absolwentka hungarystyki Uniwersytetu Warszawskiego (należącej wtedy do Wydziału Slawistyki i Rusycystyki) przeniosła się do Krakowa gdzie podjęła pracę w Katedrze Filologii Węgierskiej UJ. Pracę magisterską zatytułowaną Profesor Jan Reychman jako hungarysta napisała pod kierunkiem jak sama mówi "niezapomnianego i wspaniałego człowieka" - profesora Istvána Csaplárosa. Jest też autorką Alfabetycznego słownika rzymskokatolickiej terminologii liturgii i praktyk religijnych oraz elementów architektury i sztuki sakralnej. Nazwa długa i skomplikowana, ale....

Waldemar Kugler: No właśnie, co kryje się pod tą długą nazwą?
Małgorzata Stós: Słownik ten jest słownikiem tematycznym, dotyczącym słownictwa związanego z Kościołem katolickim, jego liturgią i praktykami. Jak sugeruje tytuł zawarte są też w nim elementy z zakresu architektury i sztuki sakralnej. Zdaję sobie sprawę, że tytuł jest dość długi, ale dobrze określa właśnie to wszystko, co się w nim znajduje.

W.K.: Od ilu lat chodził Pani po głowie ten pomysł?
M.S.: Mówiąc szczerze - pomysł dotyczący powstania Słownika nie chodził mi po głowie. Geneza jego powstania jest następująca: ponad dziesięć lat temu dostałam do tłumaczenia dość długi i obfitujący w specyficzne słownictwo tekst węgierski dotyczący właśnie tematyki Kościoła katolickiego na Węgrzech. Trudności ze znalezieniem potrzebnych mi słów zaczęły się właściwie od pierwszej strony tłumaczonego tekstu. Poszukiwałam potrzebnych słów na wszelkie dostępne mi sposoby; wertowałam dostępne mi źródła, wypytywałam znajomych księży oraz ludzi znających język węgierski i polski. Uzyskany w ten sposób materiał i nabyte doświadczenia zasugerowały mi podjęcie dalszej pracy nad tą terminologią i stały się zaczątkami przyszłego mojego słownika. Praca nad słownikiem trwała ponad dziesięć lat.

W.K.: Co było najtrudniejsze przy zbieraniu materiału? Dotarcie do odpowiednich źródeł, ludzi? W przedmowie pojawia się nawet motyw "zakradania się" do kościoła i czytania ogłoszeń parafialnych...
M.S.: W zasadzie wszystko, co związane było ze zbieraniem materiału, było trudne. Najwięcej informacji, już po znalezieniu odpowiedniego hasła, czerpałam od ludzi związanych z tą tematyką. Czasami zanudzałam ich swoimi pytaniami, ale chciałam być wiarygodna w swojej pracy. Wszystkim im jeszcze raz dziękuję i przy okazji przepraszam za swoje dociekania., które czasami mogły być męczące. Jeśli chodzi o, jak Pan to ujął, "zakradanie się" to nie miało ono nigdy miejsca. Kościoły zarówno węgierskie jak i polskie są otwarte dla wszystkich potrzebujących tak, że nie było potrzeby zakradania się tam. Natomiast faktem jest, że, przede wszystkim na Węgrzech, bardzo podejrzanie i z niechęcią patrzono na mnie, kiedy niedowierzając całkowicie swojej pamięci, wyjmowałam długopis i kartkę i robiłam notatki podczas uroczystości kościelnych.

W.K.: Kwestia, której nie można pominąć: na pewno słownik ukazałby się szybciej, gdyby rynek wydawniczy, chętniej chłonął książki o tematyce węgierskiej, co naturalnie jest związane z kosztami. Jak to wyglądało w przypadku Słownika?
M.S.: Sądzę, że tak jak w innych dziedzinach współczesnego nam życia tak i w dziedzinie wydawniczej problem leży przede wszystkim w kwestii finansowej. Dziś w zasadzie każdy może wydać to, co chce, pod warunkiem, iż dysponuje niezbędnymi funduszami. Mnie też nie ominął ten problem. Ale pomimo niesprzyjających mi warunków związanych ze zdobyciem funduszy na wydrukowanie mojego Słownika miałam ogromne szczęście do ludzi _ moich prywatnych sponsorów, którzy bardzo mi pomogli właśnie wtedy, kiedy już zwątpiłam w możliwość wydania go, a tym samym zniweczenia mojej ponad dziesięcioletniej pracy. Jeśli Pan pozwoli to wymienię tutaj moich dobroczyńców: państwa Jolantę i Henryka Kuśnierz, o. Ádáma Somorjaiego oraz prezesa Wydawnictwa Księgarnia Akademicka pana Adama Lejczaka, który podjął się wydania mojej pracy, Wszystkim im po raz kolejny bardzo serdecznie dziękuję.


W.K.: Kto był jeszcze zaangażowany w pracę nad słownikiem?
M.S.: Pracy nad Słownikiem podjęłam się sama. Natomiast korzystałam z uprzejmości i cierpliwości oraz ogromnej wiedzy moich konsultantów, których wymieniam i którym składam podziękowania we Wstępie. Oni też zasługują na to, by wymienić ich tutaj, a więc po raz drugi o. dr Ádám Somorjai, ks. Jerzy Urbanik, ks. Maciej Józefowicz, o. dr Wiesław Dawidowski, dr Etelka Kamocki oraz mój mąż, który pomógł mi w opracowaniu graficznym okładki. Wszystkim im jestem bardzo wdzięczna za pomoc.

W.K.: Jakie rady dałaby Pani tudentom, którzy noszą się z zamiarem wydania czegokolwiek w druku? Na co najbardziej powinni zwrócić uwagę?
M.S.: Wydaje mi się, że najważniejszą sprawą jest dbałość o pracę, którą chce się zaprezentować innym. Mam tu na myśli dbałość o każdy szczegół, a przede wszystkim o poprawność językową, zarówno języka obcego jak i, a może przede wszystkim, języka ojczystego. Sprawy merytoryczne są oczywiście poza wszelkimi dywagacjami. Podobnie jak we wszystkich dziedzinach, trzeba dbać o każdy szczegół publikacji, tak by autor oglądając gotowe dzieło był zadowolony ze swojej pracy.

W.K.: A teraz cofnijmy się do czasów, kiedy Pani sama była studentką. Ukończyła Pani Uniwersytet Warszawski, potem przeniosła się do Krakowa. Jakby Pani porównała te dwa ośrodki, także z punktu widzenia hungarysty?
M.S.: To prawda, ja ukończyłam hungarystykę na Uniwersytecie Warszawskim. Dziś trudno mi porównać te dwa ośrodki hungarystyczne, tzn. Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński. Po pierwsze różny jest czas tego porównania. Człowiek zupełnie inaczej postrzega świat mając lat dwadzieścia kilka, a inaczej, kiedy jest dojrzałym człowiekiem. Inny jest także punkt widzenia - wtedy byłam studentką, a teraz piastuję stanowisko starszego wykładowcy, a więc siedzę po drugiej stronie katedry. Jedno jest pewne - cieszę się, że oba ośrodki współpracują ze sobą i łączą je przyjacielskie stosunki.

W.K.: Myśli Pani, że polscy hungaryści powinni mieć kompleksy na tle swoich kolegów z innych krajów?
M.S.: A skąd takie pytanie? Przecież wszyscy wiemy, że hungarystyka polska jest bardzo aktywna. Organizujemy wiele konferencji, wydajemy publikacje, urządzamy wystawy, aktywnie uczestniczymy w życiu kulturalnym obu krajów, krzewimy wiedzę hungarystyczną, bywamy na Węgrzech i w innych krajach gdzie propagujemy nasze osiągnięcia. Nasi hungaryści otrzymują wysokie odznaczenia i medale. Czy to mało?

W.K.: Dziękuję bardzo za rozmowę.
M.S.: Ja również dziękuję. Pozdrawiając wszystkich moich obecnych i byłych studentów chcę im podziękować za ponad szesnaście lat niezapomnianych przeżyć i doświadczeń, które były moim udziałem.

 

Wywiad przeprowadzono dnia 15. listopada w Katedrze Filologii Węgierskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

   

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie w całości lub w częściach, bez zgody autora zabronione.
All rights reserved. Reproduction in whole or in part without permission is prohibited.

copyright 2011 Renata Cynarska