Data ostatniej modyfikacji:

18.06.2009.

Krótka historia działalności Koła Naukowego Hungarystów przy Katedrze Filologii Węgierskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie

 

Na początku 2006 roku, po wielu latach "uśpienia", grupie studentów filologii węgierskiej w Krakowie, wraz z opiekunami naukowymi udało się reaktywować Koło Naukowe Studentów Filologii Węgierskiej przy Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Należało wówczas zacząć od samego początku, tj. zmiany tak długiej nazwy na bardziej przystępną, stworzenia statutu, wyboru władz, ustalenia planu działania i szczegółów dotyczących przyszłej pracy Koła.

Wszystko to może się wydawać banalnie proste, jednak każdy, kto studiuje hungarystykę zdaje sobie sprawę z tego, że wszystkich studentów w Katedrze Filologii Węgierskiej jest niewiele ponad 50 osób. Jeśli założymy, że część z nich studiuje drugi kierunek, a kolejnych 15 osób przebywa na stypendiach naukowych, to w rezultacie w Krakowie pozostaje garstka studentów.

Pomimo niewielkiej liczby chętnych, z ogromnym zapałem i zaangażowaniem rozpoczęliśmy proces zmian. Na samym początku należało odszukać wszystkie dokumenty związane z poprzednią działalnością Koła, co również okazało się dość ciekawym przedsięwzięciem. Część z nich bowiem znajdowała się u pierwszej, emerytowanej już opiekunki Koła, pani dr Etelki Kamocki.

Po formalnościach związanych z wyborem nazwy (Koło Naukowe Hungarystów), rejestracją, stworzeniem logo, wyborze władz i opiekuna naukowego pana dr. Piotra Kowalczyka przyszedł czas na działanie.

 

Ponieważ przeszliśmy już dość długą drogę związaną z reaktywacją Koła, postanowiliśmy, że pierwsze nasze przedsięwzięcie powinno być dobrą reklamą KNH nie tylko w Katedrze Filologii Węgierskiej, ale i na całym Uniwersytecie. Po krótkiej naradzie z naszym opiekunem postanowiliśmy zorganizować wyjazd naukowy. Na samym początku pomysł ten wydawał się wręcz niemożliwy do wykonania, chociażby ze względu na małą liczbę chętnych, cenę całego przedsięwzięcia i kwestię wygospodarowania czasu.

Idąc jednak za ciosem, w maju 2006 roku udało się nam zorganizować pierwszy wyjazd naukowy pt. "Śladami Węgrów I". Przygotowanie spadło na barki kilku osób, ale wystarczyło parę telefonów, e-maili i wyjazd był prawie gotowy.

Podróż rozpoczęła się w Przemyślu - jednym z najstarszych miast Polski. Jak na dobry początek dotarliśmy tam całkowicie za darmo dzięki naszemu sponsorowi, którym było Biuro Turystyki "Albatros" z Przemyśla. Dwa dni spędzone w tym mieście dały nam obraz jak pięknym, wielokulturowym i wieloreligijnym miastem jest "Przemyśl - brama zamkowa Węgier". Ponadto udało się nam zobaczyć XVI-wieczny zamek w Krasiczynie, przemyskie zabytki z jedynym w swoim rodzaju pochyłym rynkiem, Twierdzą Przemyśl - trzecią co do wielkości w Europie, a zarazem największą pamiątką po Cesarstwie Austro-Węgierskim na tych terenach. Przy okazji zwiedziliśmy Muzeum Twierdzy Przemyśl z węgierskimi pamiątkami, a także odwiedziliśmy cmentarz żołnierzy austro-węgierskich..

Po zwiedzaniu i krótkim odpoczynku przyszedł czas na dalszą podróż. Kolejnym miastem na trasie wyjazdu był Lwów. Należy tu dodać, że gdyby nie fachowość i znajomość tamtejszych terenów przez pana kierowcę, przekraczanie granicy polsko-ukraińskiej w Medyce mogło by potrwać znacznie dłużej. Jednak po kilku godzinach Lwów był na horyzoncie.

W drugiej połowie XX wieku Marian Hemar pisał: "tyle jest gwiazd, tyle jest miast, (...) chcesz szczęśliwym być wróć do Lwowa".  Lwów zapamiętamy jako miasto kontrastów, z piękną Operą, Kaplicą Boimów, Wysokim Zamkiem i Cmentarzem Orląt Lwowskich. Po krótkim spacerze i pamiątkowych zdjęciach przy pomniku Adama Mickiewicza udaliśmy się do Czerniowiec.

 Zwiedzanie miasta nie zajęło nam zbyt dużo czasu, bo wiedzieliśmy, że jeszcze tego samego dnia musimy dojechać do Rumunii.

Przekraczanie granicy ukraińsko-rumuńskiej zajęło nam zdecydowanie więcej czasu niż przejścia granicznego z Polską. Po dość dziwnych perypetiach na granicy, na miejsce noclegu tj. do "polskiej" wsi w Rumunii - Nowy Sołoniec dotarliśmy grubo po północy. Spaliśmy w domu polskim, jednym z wielu wybudowanych na terenach Bukowiny. Dzięki uprzejmości pani dyrektor z polskiej szkoły udało się nam spotkać z miejscową młodzieżą i podyskutować na temat życia Polaków w Rumunii. W Nowym Sołońcu spędziliśmy dwie noce, a przy okazji udało się nam zwiedzić kilka monastyrów i Suczawę.

Następnie przemierzając górzyste tereny udaliśmy się w kierunku Siedmogrodu - historycznej krainy położonej na Wyżynie Siedmiogrodzkiej - jeszcze tak niedawno części Wielkich Węgier. Po drodze do "stolicy" Siedmiogrodu - Klużu (Kolozsvár) wstąpiliśmy do Bystrzycy i do Targu Mures (Marosvásárhely) zwiedzając tam synagogę i starówkę.

Zmęczeni, ale zachwyceni pięknem rumuńskiego krajobrazu do Klużu dotarliśmy późnym wieczorem. Nie przeszkodziło to nam jednak w nocnej eskapadzie po centrum, "najbardziej węgierskiego" miasta Rumunii. Do niezliczonych zabytków Klużu należą m. in. Plac Avrama Iancu z prawosławną katedrą, Teatr Narodowy, Plac Unirii z kościołem katolickim i pomnikiem króla Macieja Korwina, Placem Mihaia Viteazula Parkiem Centralnym i Cmentarzem "Házsongárd". Po dwóch dniach spędzonych w tym mieście udaliśmy się do Oradei (Nagyvárad), którą Węgrzy nazywają "sercem Siedmiogrodu".

W Oradei obejrzeliśmy Cetatea Oradea - Twierdzę Oradea w formie pięciokąta, Catedrala barocă - największą barokową katedrę w Rumunii, Pasajul "Vulturul Negru" pasaż hotelu "Czarny Orzeł" i wiele innych zabytków.

Z Rumunii udaliśmy się w kierunku Węgier, gdzie w przeciągu kilku dni odwiedziliśmy m.in. Debreczyn. Na uroczystej kolacji spotkaliśmy się tam z prof. László Kálmán Nagyem - kierownikiem Katedry Filologii Węgierskiej w Krakowie a za razem kierownikiem Katedry Filologii Polskiej w Debreczynie i jego małżonką panią Emilią Fórizs Nagyné, lektorką języka węgierskiego w Krakowie.

Po węgiersko-polskich debatach w Debreczynie udaliśmy się do Hortobágy, Miszkolca i Egeru, a następnie na Słowację gdzie zwiedziliśmy Koszyce (Kassa), Lewoczę (Lőcse) i Spisz (Szepesi Vár).

W przeciągu kilku dni, jakie spędziliśmy w malutkim busie w 26 osób (24 studentów wraz z dwoma opiekunami) przemierzyliśmy ponad 2000 kilometrów, zwiedzając ogromny "kawałek" Europy. Nasz wyjazd z samego założenia nie był tylko wyjazdem integracyjnym czy turystycznym. Udało się nam zapoznać z pozostałością węgierskiej kultury, architektury na byłych terenach Węgier, jak również na wschodnich terenach tegoż państwa.

Po powrocie do Polski wiele było wspomnień i opowiadań. Działalność Koła nie ograniczyła się jednak tylko do tego. Zaraz na początku czerwca udało nam się zorganizować ogólnie dostępną wystawę zdjęć z tego wyjazdu naukowego. Uroczyste otwarcie wystawy odbyło się w klubokawiarni Cafe Szafe przy ul. Felicjanek w Krakowie. Przybyło bardzo wielu zaproszonych gości, którzy przy dźwiękach węgierskiej muzyki kosztowali węgierskie wina. Był czas na podsumowanie, przedstawienie przyszłych działań i chwilę relaksu przed zbliżającą się wówczas sesją.

Od momentu powstania Koła tj. od marca 2006 roku udało się nam również uruchomić stronę internetową Katedry Filologii Węgierskiej i stronę Koła Naukowego Hungarystów, które funkcjonują do dnia dzisiejszego. Na stronie można znaleźć informacje dotyczące studiów, wykładowców, a także ciekawe wywiady i galerie ze wszystkich uroczystości i imprez, jakie organizowane są w Katedrze Filologii Węgierskiej.

Nadmienię tu również, że w przeciągu tak krótkiego czasu, w ramach promocji Katedry Filologii Węgierskiej udało się nam stworzyć własną kartkę pocztową, na awersie której znajduje się kolaż najciekawszych wydarzeń z życia hungarystów, a na rewersie informacje o studiach.

Kartka pocztowa, udział w targach nauki, festiwalu nauki w Krakowie i promocja kierunku na Uniwersytecie Jagiellońskim zaowocowały zwiększeniem liczby chętnych do studiowania na kierunku filologia węgierska. W kolejnych latach liczba ta przekraczała każdorazowo ponad 100 osób na 15 miejsc!

 

Po wielkim sukcesie pierwszej wyprawy naukowej postanowiliśmy zorganizować jej drugą część. Tym razem skupiliśmy się przede wszystkim na Rumunii, a zarazem na drugiej części Siedmiogrodu i miastach, których nie udało nam się zobaczyć podczas pierwszego wyjazdu. Przygotowania do wyjazdu zajęły zdecydowanie więcej czasu, ze względu na to, że zaplanowane było 12 dni podróży.

Jednym z podstawowych założeń naszych wyjazdów był fakt, iż każdy z uczestników zobligowany był do oprowadzenia całej grupy po wybranym przez siebie mieście. Każdy z nas poczuł się więc jak prawdziwy przewodnik, aczkolwiek na przygotowanie było bardzo dużo czasu.

Organizacja drugiego wyjazdu, a więc poszukiwania noclegów, ustalenie trasy przejazdu, telefony i faksy nie poszły na marne. Podróż rozpoczęliśmy ponownie w Przemyślu. Z Przemyśla jednak udaliśmy się bezpośrednio na Węgry, gdzie w Debreczynie czekała już na nas wyśmienita kolacja również przygotowana przez Kierownika naszej Katedry.

Ze względu na to, że Rumunia była już w Unii Europejskiej granicę pokonaliśmy bez najmniejszych problemów. Po drodze odwiedziliśmy niezliczoną liczbę miast, małych wsi, zamków, muzeów, itp. Podczas dwunastodniowego i naprawdę męczącego wyjazdu zwiedziliśmy m. in. Oradeę, Kluż, Targu Mures, Sighisoarę (Segesvár), Braszów (Brassó), Bran (Törcsvár), Sinaię , Konstantę, Bukareszt, Curtea de Arges (Argyasudvarhely), Sybin (Nagyszeben), Calnic (Kálnok), Albe Julię (Gyulafehérvár), Hunedoarę (Vajdahunyad), Timisoarę (Temesvár), Arad i inne równie piękne miejsca. Przemierzyliśmy Rumunię ze wschodu na zachód, od gór po morze, a na każdym kroku udawało się nam odnajdywać nawet najmniejsze skrawki węgierskości. O dziwo rozmawialiśmy po węgiersku nie tylko w Siedmiogrodzie, gdzie do dziś węgierski jest językiem królującym, ale także w Bukareszcie czy na samym skraju Rumunii w Konstancy. W trakcie wyjazdu był czas na zabawę, na studiowanie przewodników i podręczników, spotkania z różnymi gośćmi, z których najciekawszym był koncert (tylko dla nas!) muzyków pochodzenia węgierskiego mieszkających w Luksemburgu, ale był także czas na relaks. W połowie wyjazdu, po wcześniejszych konsultacjach spędziliśmy dwa dni nad Morzem Czarnym. Choć było dość chłodno, to mogliśmy nabrać sił na dalszą podróż.

Przy naprawdę niewielkim nakładzie finansowym, wyjazd "Śladami Węgrów II" był niezapomnianym doświadczeniem. Do dziś każdy z nas z sentymentem i łezką w oku wspomina niezapomniane chwile. Pamiątkami po naszych wojażach są wiszące na ścianach Katedry Filologii Węgierskiej zdjęcia i opracowane materiały dydaktyczne w postaci referatów czy sprawozdań.

Uważam, że nie tylko ja, ale każdy z uczestników może powiedzieć, że czas poświęcony na przygotowania wyjazdów, wieczorów, konferencji czy spotkań był czymś naprawdę niesamowitym. Przede wszystkim był to czas, który dał nam możliwość poznania innych kultur, zobaczenia nowych, wspaniałych miejsc, a także nauczył nas organizacji, kreatywności i współpracy ze sobą. Poznanie człowieka, otoczenia, w którym mieszka i się wychowuje są najlepszą szkołą życia i tak naprawdę najlepszym przedmiotem na studiach.

            Do innych udanych przedsięwzięć Koła Naukowego Hungarystów należy m. in. organizacja dwóch wieczorów węgierskich w Klubie Studenckim Żaczek, gdzie zaproszeni goście oraz studenci innych kierunków mogli zapoznać się z kulturą Węgier, współorganizacja wieczoru poezji węgierskiej, dzień węgierski w Krakowie, czy zebranie przez jednego z członków Koła ponad pół tysiąca książek, które zostały rozdysponowane pomiędzy szkoły polskie w Budapeszcie.

            Obecnie KNH ma nowe władze, które prężnie działają w celu szerzenia wiedzy o Węgrzech w Krakowie i nie tylko.

           
Chciałbym tu serdecznie podziękować wszystkim, którzy dotychczas pomagali nam w organizacji naszych przedsięwzięć i wspierali nas podczas tych kilku lat.

 

Maciej Wojdyła
przewodniczący KNH
(od marca 2006 do października 2008)