Katedra Filologii Wegierskiej Uniewersytetu Jagiellonskiego w Krakowie
logo1

Gabriella Somkúti

Polski patriota w węgierskiej Wiośnie Ludów
József Meiszner (1823-1897)

 

W walkach Wiosny Ludów lat 1848/1849 wielu polskich patriotów walczyło po stronie Węgrów. Ich decyzję motywowało żywe umiłowanie wolności i przekonanie, że pomagając Węgrom służą także polskiej sprawie. Wróg był przecież wspólny: nie istniała wówczas niepodległa Polska, jej ziemie podzieliły między siebie Austria, Prusy i carska Rosja. Wśród polskich ochotników byli przedstawiciele każdego stanu: ziemianie, mieszczanie, chłopi, studenci. Służyło także wielu byłych żołnierzy i oficerów wojska austriackiego, dysponujących cennym doświadczeniem bojowym. Większość dostała się na teren Węgier z północy, przez Karpaty. W walce o niepodległość Węgier część z nich była przydzielana do węgierskich oddziałów, część natomiast stanowiła osobny legion polski, który dawał dowody odwagi oraz bohaterskiego wykonywania powierzonych zadań. Każdy Węgier zna legendarnych dowódców: Józefa Bema i generała dywizji honwedów, Henryka Dembińskiego, ale należy także znać nazwisko Józefa Wysockiego, dowódcy polskiego legionu (jego popiersie stoi w ogrodzie Muzeum Narodowego w Budapeszcie).
Po bitwie pod Világos, duża część polskich żołnierzy wybrała ewakuację jedyną pewną drogą: przez Serbię do Turcji, a stamtąd do Francji. Wielu próbowało wrócić przez Karpaty na polską ziemię, często jednak byli łapani i więzieni przez Austriaków lub Rosjan. Austriaccy żołnierze wydawali Rosjanom tych Polaków, którzy pochodzili z ziem zagarniętych przez carat. Karano ich początkowo więzieniem, a później nawet dożywotnią zsyłką na Sybir. Ci, którzy przeżyli, zostali zwolnieni na mocy amnestii z roku 1868 i mogli wrócić do kraju.
Byli i tacy, którzy tułając się po węgierskiej ziemi i licząc tylko na pomoc ludności węgierskiej próbowali uniknąć aresztowania. Często się to udawało, jednak nie zawsze. Wielu z tych, którzy trafili do więzień, po odbyciu kary nie wracało do Polski, tylko zostając na Węgrzech zakładało rodziny. Los jednego z nich ciekawie splótł się z rodziną hrabiego Telekiego, a jego potomkowie zapisali się w przyszłości jako zasłużeni obywatele Kolozsváru (rum. Cluj).
Walczył on przez całą Wiosnę Ludów i po jej zdławieniu, tak jak inni, został zmuszony do ucieczki i tułaczki. Dzięki pomocy towarzysza broni, hrabiego Domokosa Telekiego (ur. w 1825 roku) znalazł schronienie na ziemiach majątku rodziny Telekich w komitacie Szatmár, gdzie przyjęła go pod opiekę hrabina Blanka Teleki. Był już wtedy w posiadaniu dokumentów, które przejął od poległego w walce austriackiego żołnierza. Według nich nazywał się Josef Meisner i urodził się w Górnej Austrii, w Linzu 25 września 1823 roku.
Postać Blanki Teleki (1806-1862) jest znana w węgierskiej historii. Pionierka wychowania kobiet w duchu węgierskości, orędowniczka emancypacji kobiet, gorąca zwolenniczka Lajosa Kossutha i walk niepodległościowych, wspierała i walczyła obok męczennika rewolucji, Pála Vasváriego (1827-1849). Po upadku powstania, jesienią 1849 roku wycofała się do leżącej w Pálfalva (komitat Szatmár) rodzinnej posiadłości. Zimę 1849/1850 spędziła z nią Klara Lővei (1821-1897), nauczycielka założonego przez Blankę Teleki instytutu wychowania dziewcząt w Peszcie, która stanie się później towarzyszką niedoli hrabiny.
Blanka Teleki wspierała wielu prześladowanych po rewolucji, ukrywała ich lub też wspomagała finansowo. W pałacu w Pálfalva znalazł schronienie, walczący obok Bema, redaktor i wydawca gazety "Honvéd" Ferenc Ócsai (1819-1895). Ukrywał się u niej pod fałszywym nazwiskiem, zatrudniony jako ekonom. Również pod przybranym nazwiskiem przebywał tutaj jako kanclerz hrabiny, przyjaciel i towarzysz broni Pála Vasváriego - Máté Bereczki (1824-1895). Pod kierownictwem Blanki Teleki pałac w Pálfalva stał się w rzeczywistości małym centrum walki o niepodległość: zbierano tu dokumenty dotyczące rewolucji i walk niepodległościowych, dane o poległych w walce bohaterach, o więźniach i o skazanych na śmierć, gromadzono i kolportowano odezwy przeciw rządowi, obserwowano nastroje wśród ludu, starano się utrzymać ducha walki. Wszystkie zebrane dane przekazywano za granicę, przede wszystkim do Francji, gdzie żyła siostra Blanki, Emma Teleki (1811-1849); żona, a później wdowa po Auguste de Gerando (1819-1849). Tą drogą wiele informacji przedostawało się do ważnych francuskich publicystów i historyków (J.Michelet, E.Quinet). Utrzymywano żywe kontakty z istniejącymi we Francji kręgami emigracji węgierskiej. Zajmowano się także tłumaczeniem na węgierski zagranicznych książek poruszających problem rewolucji oraz nauką języka francuskiego i tureckiego.
W te kręgi trafił młody Polak nazywający się József Meiszner i od kwietnia 1849 roku został on zatrudniony jako ogrodnik we dworze młodszego brata Blanki Teleki, hrabiego Miksy Telekiego (1812-1872). Z powodu późniejszej rozbieżności poglądów pomiędzy rodzeństwem na temat Meisznera, Miksa chciał się uwolnić od politycznie niewygodnego gościa. Blanka w napisanym do brata liście z 2 października 1850 roku wzięła Meisznera w obronę i zaproponowała, że przyjmie go do siebie. W tym samym dniu pisała także: "Co możemy uczynić my, którzy żyjemy w spokoju, dla tych, którzy krew swoją i tysiące żywotów oddali w świętej sprawie, jak ten Möcoly - tak nazywała Meisznera - możemy dać mu schronienie (...). Jeżeli chcesz go odprawić, ja go wezmę do siebie ( ...). Zawsze będę wspierać tych, których prześladują". W akcie oskarżenia przeciwko hrabinie czytamy: "Umieściła go w specjalnym pokoju. Żeby nie rzucał się w oczy, załatwiła mu dzierżawę na fałszywe nazwisko, kazała mu czytać książki o treści rewolucyjnej i zachęcała go do nauki języka francuskiego"(cytaty z aktu oskarżenia przeciwko Blance Teleki).
Hrabina dotrzymała obietnicy, troszczyła się o dalszy los Meisznera. Pisma z sądu wojskowego przeciwko niemu wymieniają znajdujący się poza pałacem zaadaptowany dla niego osobny pokój, gdzie hrabina kazała postawić piec i gdzie pocieszała go, obiecując swoją pomoc. Bardzo prawdopodobne, że była inicjatorką ślubu Polaka.
16 stycznia 1851 roku na plebani katolickiej w Nagybánya Meiszner wziął ślub z osiemnastoletnią Rozálią Dombi, córką będącego u Telekich na służbie Benjámina Dombiego, kalwińskiego rządcy z Ikafalva. (Dokumenty sądowe wspominają później Dombiego jako sędziego dworskiego - Hofrichter).
Nie ważne jak bardzo zapadłymi miejscowościami w Siedmiogrodzie były Pálfalva (rum. Palfalău, Păuleni) i Hosszúfalu (dziś Hétfalu, rum. Sacele), z czasem władze austriackie i tak odkryły płynącą stąd korespondencję i wielu przewijających się  tutaj cudzoziemców. 13 maja 1851 roku policja przeprowadziła rewizję w Pálfalva. Następnego dnia zatrzymała Blankę Teleki, którą przewieziono do cesarsko-królewskiego więzienia wojskowego w Nagyvárad (rum. Oradea). 12 lipca pojmano na Węgrzech Klarę Lővei i umieszczono w peszteńskim więzieniu. Zatrzymano również Ferenca Ócsaiego, natomiast Máté Bereczkiemu udało się uciec. 23 maja wydano nakaz aresztowania Meisznera. Do aresztowania jednak nie doszło, policja nie znalazła go. Śledztwo toczyło się także przeciwko teściowi Meisznera, Benjáminowi Dombi, który do końca mógł się bronić z wolnej stopy.
Według późniejszych zeznań świadków w grudniu 1851 roku Meiszner pojawił się w okolicy Berence (dziś Szamosberence, rum. Băbăşeşti, komitat Szatmár), gdzie w lutym 1852 roku, widocznie czując się bezpiecznym, wydzierżawił majątek. Jednak władze austriackie na podstawie donosu Schreibera, komisarza dzielnicowego (Unterbezirkskommisar) w Somkút (rum. Şomcuta Mare), wpadły na jego ślad i 20 lipca 1852 roku, po zatrzymaniu, wtrąciły go do więzienia wojskowego w Nagyvárad.
Na podstawie zarekwirowanych pism Blanki Teleki sąd wojskowy podejrzewał Meisznera, że jest polskim uciekinierem politycznym, który w tworzącej się organizacji w Pálfalva był wspólnikiem hrabiny. Oskarżenie o polskie pochodzenie potwierdzał również list Máté Bereczkiego (działającego pod pseudonimem Erdei), w którym pisał, że zaprzyjaźnił się z polskim ogrodnikiem biegle władającym niemieckim. Jednak wiele razy powtarzane donosy Schreibera zawierały jeszcze poważniejsze zarzuty. Według nich Meiszner był Polakiem, pochodzącym z galicyjskiej prowincji, z okolic Kołomyi. Gdy wybuchło powstanie węgierskie przeszedł na stronę powstańców razem z częścią oddziału i jako major walczył przeciwko wojskom cesarskim. Dzięki znajomości matematyki, techniki i wyższej geometrii okazał się w walce niezwykle pomocny. Wydaje się, że to niezwykle niebezpieczny człowiek, który używał również nazwisk Maisl i Weiss (dosłownie przytoczone z niemieckojęzycznych dokumentów sądu wojskowego). Te wszystkie oskarżenia Schreiber oparł na zeznaniach przesłuchanych przez niego świadków. Oczekiwał ich udowodnienia przez austriacki sąd wojskowy, a trzeba przyznać, że dochodzenie w sprawie tych zarzutów przeprowadzono naprawdę drobiazgowo i sumiennie. Poza przestudiowaniem dokumentów, przesłuchano tuziny świadków, przeprowadzono liczne wizje lokalne, względnie takowe kazano przeprowadzić miejscowym organom policyjnym zarówno na terenie austriackim jak i węgierskim.
W czasie przesłuchań Meiszner koncentrował się na dwóch sprawach: zataić polskie pochodzenie, uczestnictwo w węgierskiej walce narodowowyzwoleńczej, ewentualnie im zaprzeczyć, oraz przedstawić swój związek z Blanką Teleki jako nieistotny. Aby tego dokonać wymyślił zdumiewającą historię. Opowiedział, że jest nieślubnym synem oficera cesarskiego i córki mydlarza Hausnera o imieniu Anna, urodzonym w Linzu lub jego okolicy w 1822 roku. Matka, zaraz po jego urodzeniu, bojąc się rodziców, opuściła Austrię i zamieszkała w Nagyenyed (rum. Aiud) w Siedmiogrodzie.
Miał dziewięć lat, kiedy zmarła jego matka. Do 21 roku życia wychowywał się i uczył w miejscowym kolegium. W 1843 roku przeniósł się do Nagybánya (rum. Baia Mare), najpierw pracując jako pomocnik inżyniera przy pomiarach gruntu, potem do końca 1848 roku jako ogrodnik u pewnego lekarza. Od stycznia 1849 roku do lipca będąc chorym przebywał pod opieką lekarską w Nagybánya. (Godne uwagi, że czas tej rzekomej choroby pokrywa się dokładnie z czasem, kiedy Meiszner brał udział w powstaniu). W sierpniu 1849 roku został ogrodnikiem u hrabiego Miksy Telekiego. W 1850 roku znów zachorował, wtedy wzięła go pod opiekę hrabina Blanka Teleki. Wysłała go na leczenie do Nagybánya i wspomogła materialnie. Tylko tak wyglądał jego związek z hrabiną, nie inaczej, i choć uczył się od niej francuskiego, podarowane przez hrabinę książki odsyłał nieprzeczytane, nic nie wiedział również o jej działalności powstańczej. Wmówił swojemu teściowi, że jest synem bogatego kupca, i w lecie 1851 roku wyjechał, żeby przejąć spuścizną po matce. Znów godne uwagi, że dokładnie w tym czasie - maj 1851 roku - po zatrzymaniu Blanki Teleki, Meiszner musiał zniknąć. Przypuszczalnie, na krótki czas uciekł do Galicji, gdzie mógł odwiedzić krewnych, dlatego po powrocie miał pieniądze, żeby wydzierżawić majątek i zająć się gospodarstwem, choć z pewnością wspomógł go także w tym jego teść. W notatkach Blanki Teleki jest informacja, że w 1850 roku Meiszner otrzymał wsparcie z pewnego dobrego domu (rodziny?). W końcu - zeznanie Meisznera tak się kończy - od końca sierpnia 1851 roku do końca lutego 1852 roku znów pracował w Nagybánya przy pomiarach ziemi, po czym został dzierżawcą w Berence.
Austriacka policja dała temu wiarę i zaczęła badać przeszłość Meisznera. Wynik śledztwa pełen był sprzeczności. W Linzu i jego okolicy nie udało się wyjaśnić okoliczności jego narodzin. W Nagyenyed wśród wymienionych siedmiu świadków pięciu już nie żyło, a ci, którzy jeszcze żyli nic nie wiedzieli o Josefie Meisnerze i jego matce. Rejestry studentów kolegium w Nagyenyed spłonęły w czasie walk, a żaden z profesorów, ani nikt inny nie pamiętał Meisznera. Natomiast w Nagybánya i w Berence świadkowie bezbłędnie "działali". Wielu potwierdziło miejsce zamieszkania i pracy Meisznera od 1843 roku do zatrzymania. Doprawdy wzruszające jest to, jak Węgrzy i przedstawiciele innych narodowości - wśród nich także kilku Polaków, którzy sami byli w trakcie postępowania sądowego - zgodnie wstawili się za Meisznerem zeznając, iż pochodzi on z Siedmiogrodu, nie jest Polakiem i nie uczestniczył w walkach Wiosny Ludów. W protokole dochodzeniowym jest zaznaczone, że terminy podanych alibi nie zawsze się zgadzają, i że nie można oczekiwać, zwłaszcza od polskich świadków, aby złożyli obciążające zeznania. Przesłuchiwany Miksa Teleki także wstawił się za oskarżonym, a przesłuchiwana w więzieniu Blanka Teleki sprawiała wrażenie, że nie pamięta Meisznera. Jego teść, Benjámin Dombi, zeznał, iż nic nie wie o tym człowieku, a córkę wydał za mąż tylko dlatego, że była z nim w ciąży. (Oczywiście nie było to prawdą, gdyż pierwsze dziecko Meisznera urodziło się w 1855 roku).
Jednak władze śledcze najbardziej zaskoczyło to, że w tak niezwykły sposób, bez czyjejkolwiek prośby, tamtejsze władze cywilne wysłały liczne dokumenty, w których mieszkańcy całych gmin zaświadczali o nienagannej postawie hrabiego Miksy Telekiego, Benjámina Dombi oraz Józsefa Meisznera zarówno w trakcie jak i po rewolucji. To wszystko wzbudzało podejrzenie - według protokołu dochodzeniowego -, że sprzyjające Meisznerowi zeznania były już wcześniej przygotowane, a sam Meiszner z aresztu, tajnymi kanałami, szukał świadków, którzy by zeznali na jego korzyść. Prawdopodobnie tak właśnie było.
Sprawę hrabiny Blanki Teleki już z końcem 1851 roku przeniesiono z Nagyvárad do Pesztu i połączono ją z dochodzeniem toczącym się przeciwko Klarze Lővei. Obie kobiety przetrzymywano w osławionym peszteńskim Nowym Budynku, a 10 kwietnia 1853 roku przywieziono tutaj także Józsefa Meisznera. W sprawie Blanki Teleki i Klary Lővei już 30 czerwca 1853 roku wydano wyrok (10 oraz 5 lat zamknięcia w twierdzy), podczas gdy dochodzenie w sprawie Meisznera trwało jeszcze rok. Śledztwo zataczało naprawdę szerokie kręgi: w rejestrach austriackiej policji przeszukiwano nie tylko nazwiska Meiszner, ale i domniemane fałszywe nazwiska (Maisl, Weiss). Pod nazwiskiem Weiss znaleziono dwie osoby, które brały udział w walkach Wiosny Ludów, ale nie wykazano żadnego ich związku z oskarżonym. Przeciwko osobie o nazwisku Meiszner nie znaleziono w archiwach policyjnych żadnych obciążających dowodów. W końcu przedstawione przez komisarza Schreibera zarzuty także okazały się bezpodstawne: wszystkie opierały się na krążących pogłoskach.
Protokół dochodzeniowy w tym miejscu staje się niepewny. Bez wątpienia musiała mieć bardzo ważny i podejrzany powód ta osoba, - można przeczytać w protokole - że ukrywa swoje pochodzenie i życie do 21 roku, ponieważ mało prawdopodobnym jest, iż lata spędzone w Nagyenyed nie pozostawiły po sobie żadnego śladu. Jednocześnie rzuca się w oczy, że ktoś, kto uczęszczał do węgierskiej szkoły, żył w otoczeniu Węgrów i przyznaje, że jego językiem ojczystym jest niemiecki, słabo mówi po węgiersku, a język niemiecki kaleczy właściwym dla Polaków akcentem.
Autor protokołu dochodzeniowego w końcu doszedł do następujących wniosków: Chociaż okoliczności wskazują, iż oskarżony jest niebezpieczny politycznie, to nie stanowią one zarzutu politycznego przeciw niemu, ponieważ są one zbyt ogólne i niepewne, aby mogły być wykorzystane w trakcie postępowania prawnego jako dowód konkretnego przestępstwa. W związku z powyższym, powołując się na artykuł 13 rozporządzenia węgiersko - siedmiogrodzkiego sądu wojskowego z dnia 2 czerwca 1849 roku, proponuję zaprzestanie postępowania dowodowego z powodu braku dowodów przeciwko Josefowi Meisznerowi, domniemanemu oficerowi cesarsko - królewskiego wojska, który miał uczestniczyć w rewolucji węgierskiej, jak i w późniejszych ruchach powstańczych."
Na podstawie tego wniosku narodziła się jednogłośna decyzja: zarzuty wniesione przeciwko Josefowi Meisnerowi zostają wycofane. (Peszt, 18 marca 1854 rok).
Werdykt austriackiego sądu wojskowego jest godny uwagi. Jest człowiek, który wyraźnie kłamie, który nie może być ani Niemcem, ani Węgrem, któremu sprzyjający świadkowie są niewątpliwie stronniczy i działający w porozumieniu, i którego niebezpieczeństwo polityczne jest prawdopodobne, ale ten człowiek nie może zostać skazany, gdyż zarzuty są ogólne i niepewne, aby stanowić podstawę postępowania prawnego. Z braku wystarczających dowodów oskarżonego należy uniewinnić - to nie jest werdykt represyjnej władzy państwowej, ale werdykt państwa prawa. Nie ulega wątpliwości, że wprowadzone po zdławieniu Wiosny Ludów austriackie samowładztwo posługiwało się dyktatorskimi środkami i przyniosło liczne, bardzo ostre działania i wyroki represyjne - były jednak wyjątki, czego dowodem jest osoba Josefa Meisnera. Postępowanie prowadzone przeciwko jego teściowi Benjáminowi Dombiemu - podobnie z braku dowodów - zostało umorzone 19 września 1854 roku.
Ale kim był w rzeczywistości ten człowiek, który w marcu 1854 roku uniknął niewoli? Nie pozostał żaden pisemny dowód dotyczący jego prawdziwego polskiego nazwiska. Pamięć potomnych zachowała jego nazwisko i później zapisano je jako: Dzsevieszki, widocznie według węgierskiej wymowy i ortografii. To nazwisko udało się utożsamić historykowi Istvánowi Kovács z nazwiskiem podporucznika lansjera Jana Drzewieckiego na podstawie książek opisujących walczących na Węgrzech Polaków. Według danych znalezionych w tych książkach Jan Drzewiecki na początku służył w polskim pułku strzelców pod dowództwem majora Rembowskiego, który to pułk w okresie od grudnia 1848 do stycznia 1849 roku organizował się w rejonie: Munkács (ukr. Mukachevo), Ungvár (ukr. Uzhgorod) i Eperjes (słow. Presov). Ta jednostka miała charakter grupy partyzanckiej, a węgierskie dowództwo działań wojennych miało później problemy z Rembowskim, na przykład w sprawie rozliczenia się z pobranych pieniędzy z kasy wojskowej. Tu spotykamy się z nazwiskiem Jana Drzewieckiego, który, według pewnej adnotacji, wraz z kilkoma oficerami prosi o niewypłacony żołd (80 forintów) od Narodowej Komisji Obrony Kraju. Później Drzewiecki opuścił jednostkę Rembowskiego i zaczął służyć jako kapitan w drugiej chorągwi polskiej legii. Rangę kapitana potwierdził tymczasowy minister do spraw wojskowych Lázár Mészáros swym rozporządzeniem dnia 2 maja 1849 roku w Debreczynie, z mocą wsteczną od 23 stycznia. (Ukazało się w oficjalnej gazecie rządowej "Közlöny", 4 maja 1849 roku, nr 96. Zamiast imienia Jan pojawia się János).
Podczas kampanii wojennej 1849 roku zreorganizowano polską legię, jednostkę Jana Drzewieckego w rejonie Hajdúnánás. Według wspomnień rodziny, Drzewiecki służył w kawalerii, raz został ranny, prawdopodobnie pod Szolnokiem. Jeżeli jest to prawda, to może być mowa o słynnej bitwie pod Szolnokiem 5 marca 1849 roku, w której polscy kawalerzyści wyjątkowo się zasłużyli. István Kovács przypuszcza, że kapitan Jan Drzewiecki znalazł się później w piechocie siedmiogrodzko - polskiej legii. Jest to o tyle prawdopodobne, że pod koniec walk Drzewiecki uszedł do północnej części Siedmiogrodu.
Identyfikację Jana Drzewieckiego utrudnia fakt, według którego podporucznik lansjerów o nazwisku Jan Drzewiecki figuruje na liście polskich oficerów, którzy uciekli do Turcji. To może być po prostu pomyłka, ale możliwe jest również, że jest mowa o dwóch oficerach tak samo się nazywających. Zachowane przez rodzinę nazwisko jest natomiast dowodem na to, że nazwisko Josefa Meisnera pierwotnie brzmiało Drzewiecki i że brał on udział w walkach wyzwoleńczych. Z więzienia w Nagyvárad zachował się dowód rzeczowy - czarna bransoleta z drzewa hebanowego, którą wyrzeźbił więzień, a którą to rodzina do dzisiaj strzeże jako relikwię. Na zewnętrznej stronie bransolety widnieje słowo PAMIĄTKA, po wewnętrznej stronie można przeczytać: "Mojej Rozalii z więzienia. N. Várad 1852". Łączenie bransolety zostało prawdopodobnie wykonane z włosów więźnia lub jego brody, ale ono nie zachowało się.
Konkretnych danych na temat życia Józsefa Meisznera - używał później swojego imienia w formie węgierskiej - nie zachowało się wiele. Będąc na służbie u rodziny Telekich z ekonoma awansował na zarządcę majątku, ale również u innych siedmiogrodzkich rodów arystokratycznych (między innymi u barona Huszára czy u rodziny Bornemisszów) sprawował pieczę nad sprawami finansowymi i ekonomicznymi. Z sukcesem doprowadził do równowagi finanse zadłużonego badacza Afryki, naukowca Samu Telekiego. Sam też miał swój majątek, wziął w dzierżawę ziemię w Abafája koło Szászrég, tam też przez pewien czas mieszkał z rodziną. Byli ludźmi zamożnymi, w latach siedemdziesiątych XIX wieku József Meiszner miał już duży dom w Kolozsvárze przy ulicy Monostori.
Siedmiogrodzkie społeczeństwo węgierskie przyjęło polskiego żołnierza walczącego o wolność. Jego syn, József Meiszner junior w napisanym w 1939 roku liście tak wspomina ojca: "Mój staruszek był ogólnie poważanym, statecznym człowiekiem, to pewne, jego dobrymi znajomymi, rzec by można - jego przyjaciółmi byli wszyscy magnaci siedmiogrodzcy". Pośród dobrych przyjaciół wymienia z nazwiska najemcę Bence Kovácsa z Berence, członka poważanej rodziny ziemiańskiej z komitatu Szatmár i Bereg. W domu Meisznera w Kolozsvárze częstym gościem był Sámuel Brassai, znany siedmiogrodzki polihistor.
Według tradycji rodzinnej József Meiszner był wykształconym człowiekiem, mówił po niemiecku i francusku. Nie ma danych jakoby József Meiszner utrzymywał kontakty z polskimi krewnymi. Jak zaświadcza jego syn, zachował on katolicką wiarę i do końca życia nosił na szyi czarny krzyżyk. Pierwsze dziecko ochrzcił jeszcze w wierze katolickiej, następne już jako kalwinów. Pozostałe po nim jedyne zdjęcie ukazuje człowieka o zdecydowanym spojrzeniu, przystojnego, o regularnych rysach twarzy. 30 sierpnia 1897 roku w wieku 76 lat, po 46 latach małżeństwa umarł w Kolozsvárze. Jego żona zmarła w 1903 roku.
József Meiszner miał pięcioro dzieci, dwóch synów i trzy córki (Sándor, Mária, Róza, József, i Anna, która zmarła młodo). Starannie wychował swoje dzieci, chłopców w kolegium kalwińskim w Kolorzvárze, dziewczynki natomiast w domu. Jego córki Mari i Róza w jednym czasie miały dwóch opiekunów, nauczyciela domowego Jánosa Dobóczyego, obywatela z Marosvásárhely, który w 1848 roku skierował manifest rewolucyjny do mieszkańców miasta, a który później był radnym w tamtejszym kościele kalwińskim, oraz nauczyciela języka niemieckiego, później francuskiego. Rocznie wydatek na nauczyciela muzyki wynosił 1000 forintów, który pokrywał razem z rodziną barona Huszára. Od swojego przyjaciela, nauczyciela kolegium w Kolozsvárze - László Sámiego (1817-1881) otrzymywał wiele cennych rad dotyczących wykształcenia swoich córek Według ocalałego listu z 1874 roku László Sámi przesłał nastoletnim wówczas dziewczynkom trzy książki do nauki: dwie dotyczące nauk o człowieku, trzecią o astronomii: "Les merveilles célestes". Ciekawe, że autorem każdego z trzech dzieł był Francuz. László Sámi nadal przykładał wagę do edukacji dziewcząt, szczególnie umiłował małą Mari. W 1878 roku wysłał do niej mnóstwo listów pełnych francuskich cytatów z Victora Hugo i Lamartine, co tylko potwierdza, że 18 letnia wtedy Mari już dobrze znała język francuski. Delikatny ton, którym 61 letni mężczyzna zwraca się do młodej dziewczyny jest poruszający, a o tym, że więź ta była wzajemna świadczy fakt, że adresatka listów przechowywała je wszystkie związane w paczce. (Przetrwały do dziś).
Starszy syn Józsefa Meisznera, Sándor (1855-1910) uczył się na politechnice w Zurichu, później, po powrocie do Siedmiogrodu pomagał ojcu w doglądaniu licznych spraw finansowych i ekonomicznych. Był kawalerem, umarł bezpotomnie. Drugi syn, József (zmarł w 1940 roku) po ukończeniu akademii ekonomicznej w Óvár został gospodarzem w Siedmiogrodzie, najpierw jako główny dzierżawca, następnie jako właściciel małego majątku ziemskiego, później rozbudował wzorcowe gospodarstwo w okolicy gminy Monó. Obydwaj synowie podtrzymywali wojskowe tradycje rodzinne, jako ochotnicy służyli w kawalerii i byli podporucznikami rezerwy w husarii. Młodszy, József również umarł bezpotomnie. Dzięki starszej córce Józsefa Meisznera, korespondującej z László Sámim Marii Meiszner (1860-1935) rodzina przechowywała świadomość polskiego pochodzenia i pamięć o przodku. Maria Meiszner w 1883 roku wyszła za mąż za nauczyciela akademickiego z Kolozsváru, Lajosa Schillinga (1854-1921). W owym czasie rodzina Schillingów była już znaczącą rodziną mieszczańską, posiadającą dom przy ulicy Monostori, na przeciwko domu Meisznerów. Przodkowie Schillingów przybyli do Siedmiogrodu w połowie XVIII wieku ze Szwajcarii, ich oryginalne nazwisko to Schelling. Najmłodsza córka Józsefa Meisznera, Róza została żoną sędziego w Kolozsvárze.
Syn Lajosa Schillinga, Gábor Schilling (1887-1957), profeszor na uniwersytecie w Szegedzie, później dyrektor wyższej szkoły pedagogicznej (ojciec autorki tego opracowania) pod koniec lat trzydziestych XX wieku rozpoczął poszukiwania śladów swojego polskiego dziadka. Również ówczesna sytuacja zmusiła go do udowodnienia swojego pochodzenia. Gábor Schilling pod koniec I wojny światowej, po czterech latach służby na froncie w randze kapitana został zdemobilizowany. Jako oficer rezerwy w 1939 roku musiał przedstawić metryki chrztu czworga dziadków, aby w ten sposób udowodnić swoje chrześcijańskie pochodzenie. (Jedynie w ten sposób mógł zachować rangę oficera.) Gábor Schilling zdołał przedstawić jedynie trzy metryki chrztu dziadków, ponieważ jego poszukiwania dotyczące pochodzenia Józsefa Meisznera w Polsce nie powiodły się. Na polecenie dowództwa wojskowego w Szegedzie zwrócił się wówczas do władz kościoła katolickiego w Linzu o dane Józsefa Meisznera. W przeciągu dwóch tygodni przyszła odpowiedź z Austrii: Kancelaria parafialna kościoła świętego Macieja w Linzu (Pfarramt St.Matthias Linz a/D) 13 czerwca 1940 roku sporządziła kopię metryki chrztu: Josef Georg Meissner, urodzony w Linzu, 25 sierpnia 1823 roku, ojciec Johann Meissner, urzędnik celny, matka Anna Tremamundi, córka porucznika, pochodziła z Brünn. Pod zapożyczonym, używanym przez całe życie, a następnie dziedziczonym nazwiskiem kryła się autentyczna osoba, Jan Drzewiecki używał dokumentów faktycznie żyjącego austriackiego żołnierza.
Dowództwo wojskowe uznało metrykę chrztu, ale Gábor Schilling ze swojej strony nie uważał tej sprawy za załatwioną. Nie chciał uznać fałszywych danych za prawdziwe i zgodzić się na austriackie pochodzenie. Dlatego też w uwierzytelnionym przez notariusza dokumencie opisał to, co wówczas o polskim dziadku wiedziała rodzina, oświadczając, że metryka chrztu należy do pewnego Austriaka, który nazywa się Josef Meissner, a z którym jego rodzina nie ma nic wspólnego. Pismo datowane jest na 26 kwietnia 1944 roku, uwierzytelnienie notariusza na 4 maja. Zdumiewające są te daty: to zaledwie kilka tygodni od czasu, kiedy to oddziały niemieckie na rozkaz Hitlera zajęły Węgry. Ktoś inny cieszyłby się raczej, że zdobył dowód świadczący o austriackim pochodzeniu, mój ojciec jednak opowiedział się po stronie polskiego bohatera, który stał się Węgrem i walczył przeciwko Austriakom.
Za swój obowiązek uważałam kontynuację poszukiwań związanych z moim polskim pradziadkiem i opublikowanie ich wyników. Siedmiogrodzkie archiwa z pewnością przechowują jeszcze wiele informacji związanych z Józsefem Meisznerem -może kiedyś i one ujrzą światło dzienne.

 

Tłumaczenie tekstu: Waldemar Kugler, Brigitta Liszka, Jadwiga Malczyk, Magdalena Olchowska, Małgorzata Saltarska (studenci V roku filologii węgierskiej Katedry Filologii Węgierskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, obecnie absolwenci kierunku z 2008 r.). Opieka translatorska: Małgorzata Stós, starszy wykładowca, KFW UJ)

 

Dane bibliograficzne oryginału:
Somkúti Gabriella, Egy lengyel hazafi a magyar szabadságharcban. Meiszner József (1823-1897), Művelődés 2, 2007. február, 20-25

   

Data ostatniej modyfikacji: 17.06.2009.:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie w całości lub w częściach, bez zgody autora zabronione.
All rights reserved. Reproduction in whole or in part without permission is prohibited.

copyright Renata Cynarska 2008