Katedra Filologii Wegierskiej Uniewersytetu Jagiellonskiego w Krakowie
logo1
Z HAJDÚSZOBOSZLÓ DO KRAKOWA
- z Andrásem Oláhem, właścicielem krakowskiej restauracji,
rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

 

* Jest Pan Węgrem, który związał swe losy z Krakowem. Od kiedy mieszka Pan w tym mieście?

# Do Polski przyjechałem w 1996 roku, najpierw mieszkałem w Biłgoraju, a potem w Katowicach. W 1998 roku przeniosłem się do Krakowa i tu już zostałem, bo Kraków jest takim specyfi cznym miastem, z którego trudno wyjechać gdzieś dalej, jeśli się człowiek w nim już zadomowi. W Polsce, oprócz Krakowa, jest wiele takich wyjątkowych i pięknych miast, jak na przykład Gdańsk czy Wrocław.

* Co sprowadziło Pana do Polski?

# Interesy. W latach 90. zajmowałem się handlem. Z Węgier przywoziłem produkty, których wówczas tu nie było, i odwrotnie. Pracując w ten sposób, poznawałem kraj nad Wisłą, docierałem do wielu miast i kontaktowałem się z wieloma Polakami, wśród których z biegiem lat udało mi się znaleźć prawdziwych przyjaciół. Spodobało mi się w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie. W międzyczasie spotkałem moją obecną żonę i zapuściłem tu korzenie.

* Skąd Pan pochodzi?

# Ze słynnego na Węgrzech miasta Hajdúszoboszló, dobrze znanego także Polakom. To właśnie na obrzeżach tego miasta w czasach komunistycznych, a dokładniej w latach 60., Polacy budowali fabrykę cukierków. Do Hajdúszoboszló przyjeżdżali wówczas całymi rodzinami. Dzisiaj większość Polaków kojarzy położone w północno- wschodniej części Wielkiej Niziny Węgierskiej i liczące około 25 tysięcy mieszkańców Hajdúszoboszló z miejscowością turystyczną, gdzie znajduje się światowej sławy kąpielisko o powierzchni 35 hektarów, w którym działa kilkanaście basenów, a wśród nich basen ze sztucznymi falami, wodą musującą, z trampoliną. To miejsce słynne jest także dzięki leczniczym właściwościom wody termalnej.
    W mieście można spotkać wielu turystów z Polski. Na ulicach miasta, w restauracjach i sklepach słychać niemal wyłącznie język polski.

* Często wraca Pan do swych rodzinnych stron?

# Wcześniej jeździłem na Węgry co dwa tygodnie. Po dziesięciu latach zmieniłem nieco zwyczaje. Teraz jeżdżę tam co miesiąc, co dwa miesiące, przede wszystkim, by spotkać się z rodziną. Tam spędzam urlop.

* Bardzo dobrze mówi Pan po polsku. Uczył się Pan sam czy korzystał z pomocy nauczyciela?

# Uczyłem się sam.

* Jak rozpoczęła się Pana przygoda jako restauratora? Czy właśnie od Deli Baru, czy może jeszcze wcześniej?

# Zaczęło się jeszcze wcześniej, bo z zawodu jestem gastronomem. Szkołę gastronomiczną ukończyłem na Węgrzech, gdzie do dziś prowadzę pensjonat i bar. Cieszę się, że działalność restauracyjną skoncentrowaną na kuchni węgierskiej mogłem rozpocząć również w Polsce. Zwłaszcza że brakuje tu restauracji serwujących prawdziwe węgierskie potrawy. Słyszałem, że istnieją takie miejsca w Warszawie i na obrzeżach Gdańska. Ale wiem też, niestety, że działające w wielu miastach tego typu lokale są węgierskie tylko z nazwy. W Deli Barze wszystkie dania przygotowywane są rękami węgierskiego kuchmistrza, którego udało mi się zaprosić do współpracy.

* Od kiedy działa Deli Bar?

# Od stycznia 2007 roku. Początkowo chciałem robić tak zwaną szybką kuchnię, a la bistro, ale Polacy nie przyjęli tego pomysłu entuzjastycznie; dlatego zmieniłem charakter gastronomicznej działalności i otworzyłem restaurację węgierską. I na razie to działa.

* Ze swego pierwotnego pomysłu jednak Pan nie zrezygnował całkowicie, bo przecież przy ul. Meiselsa obok Deli Baru działa Deli Burger.

# To prawda, bo nadal korci mnie, by wprowadzić w Polsce bary bistro. Na Węgrzech podaje się w nich na przykład bardzo dobre naleśniki z różnym farszem, charakterystyczne placki lángos i inne tak zwane szybkie potrawy. Deli Burger na razie nastawiony jest niemal wyłącznie na zapiekanki, bo w Krakowie to właśnie one cieszą się największym powodzeniem. Mam nadzieję, że z czasem to się zmieni.

* Kuchnia węgierska - obok chińskiej, włoskiej i francuskiej - jest bardzo ceniona na świecie.

# Znaleźć w niej można sporo potraw mięsnych, ale nie tylko. Często charakteryzuje się ją jako kuchnię ostrą, ale oprócz kilku naprawdę pikantnych dań, takich jak na przykład halászlé - to jest zupa rybna z papryką, czy zupa gulaszowa, nie ma w niej zbyt wielu ostrych przykładów.

* Co z kulinarnych specjalności Deli Baru poleciłby Pan odwiedzającym go gościom?

# Mogę polecić całe menu. Proponuję jednak wybierać dania nieznane, bo jak się okazuje, około 90 procent ludzi zamawia właśnie zupę gulaszową z kawałkami mięsa wołowego, ziemniakami i papryką lub pörkölt, czyli gulasz węgierski. Na tych potrawach kończy się ich znajomość kuchni węgierskiej - mówią, że tego już próbowali na Węgrzech, to im smakuje i generalnie nie chcą eksperymentować. A szkoda. Ja zawsze polecam znajomym coś innego, bo węgierska kuchnia jest tak urozmaicona, że żal skupiać się wciąż na tych samych smakach.
    Mając na uwadze naszych stałych klientów i znajomych, którzy odwiedzają nas regularnie, co trzy miesiące wprowadzamy pięć-sześć nowych dań i eliminujemy te potrawy, które już długo są w naszym menu.
    Mówiąc o węgierskiej kuchni, nie można zapomnieć o węgierskim winie, którego mamy w Deli Barze spory wybór. Staramy się podpowiadać gościom, jak je odpowiednio dobrać do danej potrawy, by wydobyć z niej jeszcze lepszy smak. Na taką degustację trzeba jednak poświęcić trochę więcej czasu.

* Deli Bar to nie tylko restauracja - to także miejsce spotkań sympatyków Węgier...

# To prawda. Do Deli Baru przychodzi też sporo moich znajomych, ale chciałbym podkreślić, że dla mnie każdy gość odwiedzający tę restaurację jest tak samo ważny. Wśród naszych stałych bywalców chyba najwięcej jest młodych ludzi, którzy studiują w Krakowie. Oni spotykają się tu w każdy czwartek na tak zwanych węgierskich wieczorach. Dla nich gotujemy wtedy coś wyjątkowego, czego zazwyczaj nie ma w karcie. Ostatnio, na przykład, bardzo chwalili nasze lángos, czyli takie specyfi czne ciastko, które trudno zrobić w zamkniętym pomieszczeniu. Jak smakuje ta nasza specjalność, wkrótce będzie mógł się przekonać każdy, kto odwiedzi Deli Bar, bo ten deser zamierzamy wprowadzić na stałe do naszego menu. Podczas tych czwartkowych spotkań dużym powodzeniem cieszą się również bardzo popularne na Węgrzech zimne zupy owocowe.
    Wśród naszych stałych bywalców są także ludzie, którzy kiedyś na Węgrzech pracowali, mieli jakieś kontakty z Węgrami, przychodzą również aktorzy. Bywa też u nas czasem Robert Makłowicz, który zaprzyjaźniony jest z naszym kucharzem.

* Przychodzą tu też studenci i pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego...

# Dzieje się tak między innymi za sprawą działającego w Krakowie przy ul. Brackiej 15 Centrum Węgierskiego, które działa zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech jako fundacja non-profi t. Centrum organizuje wiele kulturalnych przedsięwzięć, często kończących się właśnie spotkaniami w Deli Barze. W związku z tym, że wśród partnerów Centrum są między innymi Uniwersytet Jagielloński, Międzynarodowe Centrum Kultury, Stowarzyszenie Willa Decjusza i Centrum Kultury "Rotunda", pewną grupę naszych gości stanowią także studenci i pracownicy UJ.
    Ostatnio zagląda tu też coraz więcej węgierskich turystów, którzy przy okazji chcą się dowiedzieć, co jeszcze warto w Krakowie zobaczyć, jakie miejsca odwiedzić. Deli Bar zaczął pełnić też rolę takiego punktu informacyjnego.
    Niedawno, na przykład, odwiedził nas pewien Amerykanin o węgierskich korzeniach. Z Krakowa pojechał do Kanady i tam spotkał przyjaciela, który z kolei wybierał się do Krakowa. Amerykanin powiedział mu, że będąc w tym mieście, koniecznie musi odwiedzić Deli Bar, bo tu nie tylko dobrze zje, ale także zdobędzie wiele cennych informacji. Ów turysta z Kanady tak bardzo wziął sobie te wskazówki do serca, że przyjechał do nas... prosto z lotniska.
    Coraz więcej mamy takich gości, którzy przychodzą do Deli Baru, bo ktoś im nas polecił, oraz takich, którzy już kiedyś tu byli. Dla mnie to najcenniejsza reklama. Bo właśnie o stworzenie takiej restauracji mi chodziło. To dla mnie wielka radość, kiedy ludzie chwalą naszą kuchnię, mówią, że im smakowało, i wychodzą stąd zadowoleni. Prowadzenie tej restauracji to moja pasja.

* Dobrze czuje się Pan w Polsce?

# Tak. Ludzie są przyjacielscy, zwłaszcza kiedy dowiadują się, że jestem Węgrem. Nawet w urzędach. To bardzo miłe. Nie mam żadnego problemu w kontaktach z Polakami, ale w interesach jestem ostrożny.

* Czy coś szczególnie pozytywnego spotkało Pana w Polsce?

# Znalazłem tutaj żonę! To najbardziej pozytywne, co mogło się wydarzyć. Rok temu urodził nam się syn, który teraz nami rządzi.
    U Polaków podoba mi się chęć niesienia pomocy innym, do czego nawoływał Jan Paweł II. Jednego jednak nie mogę zrozumieć: skąd tyle zazdrości pomiędzy ludźmi w Polsce, skoro około 90 procent z nich to katolicy.

* Czy dostrzega Pan jakieś wspólne cechy u Polaków i Węgrów?

# Lubimy się bawić do białego rana i kochamy kobiety; w tych dwóch tematach zawsze znajdziemy wspólny język, a poza tym różnimy się bardzo. Mamy inną mentalność, inaczej patrzymy na różne sprawy.

* Jakie są Pana ulubione miejsca w Krakowie?

# Szczególnym sentymentem darzę Wawel. Lubię spacerować po Wzgórzu Wawelskim, które działa na mnie uspokajająco. Lubię też Przegorzały. Takim wyjątkowym miejscem w Krakowie jest dla mnie również kościół Mariacki, wewnątrz ta świątynia ma niesamowity urok.

* Jakie miejsca na Węgrzech poleciłby Pan Polakom przybywającym tam po raz pierwszy?

# Jeśli ktoś lubi przyrodę, to polecam zachodnie Węgry, gdzie u podnóża gór Lasu Bakońskigo leży Balaton, największe jezioro
    Europy Środkowej o powierzchni 595 kilometrów kwadratowych. W pobliżu Balatonu można doskonale odpocząć, korzystając z licznych ośrodków SPA i wód termalnych. W zachodniej części kraju klimat jest wilgotniejszy niż we wschodniej, gdzie latem zdarzają się susze. Pięknie jest też w położonym w północnej części kraju Budapeszcie, w którym panuje podobna atmosfera jak w Wiedniu czy w Pradze. Stolica Węgier, położona na obu brzegach Dunaju, to ważny ośrodek kulturalno-naukowy Europy Środkowej.
    Miłośnicy wina koniecznie powinni odwiedzić północny i północno- wschodni rejon Węgier, słynący z uprawy winorośli i produkcji win. W tym rejonie najsłynniejsze miasta to położony nad Cisą Tokaj, gdzie złocisty trunek o nazwie tokaj sprzedaje się w piwnicach winiarskich sytuowanych w wąskich uliczkach Starego Miasta, oraz barokowy Eger, znany z produkcji win egri bikawer.
    We wschodniej części warte odwiedzenia jest oczywiście Hajdúszoboszló, o którym już mówiłem, oraz drugie co do wielkości miasto na Węgrzech - Debreczyn.
    Serdecznie zapraszam na Węgry, do moich rodzinnych stron, albo przynajmniej na degustację węgierskiej kuchni do krakowskiego Deli Baru.

* Dziękuję za rozmowę.

 

Cała rozmowa dostępna również na stronie "Alma Mater"

 

Powrót do "20. rocznica istnienia Katedry Filologii Węgierskiej UJ"

 

Źródło: Alma Mater (Miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego, październik 2009 nr 117, s. 10-11)

   

Data ostatniej modyfikacji: 04.11.2009.:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie w całości lub w częściach, bez zgody autora zabronione.
All rights reserved. Reproduction in whole or in part without permission is prohibited.

copyright Renata Cynarska 2008