Katedra Filologii Wegierskiej Uniewersytetu Jagiellonskiego w Krakowie
logo1

PIĘKNA PRZYGODA MEGO ŻYCIA
- z prof. L
ászló Kálmánem Nagyem,
kierownikiem Katedry Filologii Węgierskiej od 2002 roku,
rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

 

* W tym roku Katedra Filologii Węgierskiej obchodzi jubileusz 20-lecia. To czas, który sprzyja refl eksji. Jak, jako kierownik tej jednostki, podsumowałby Pan lata pracy na tym stanowisku?

# Na stanowisku kierownika Katedry Filologii Węgierskiej pracuję od października 2002 roku, jeśli zatem wziąć pod uwagę historię naszej stosunkowo młodej jednostki naukowo-dydaktycznej, mam już staż, który rzeczywiście pozwala na dokonywanie pewnych podsumowań. Chciałbym zacząć od bardzo osobistej refl eksji. Moja droga na Uniwersytet Jagielloński - o dziwo - nie była ani długa, ani skomplikowana. Spotkało mnie ogromne szczęście i jeszcze większy zaszczyt, z którego potrafiłem skorzystać. Zadecydowały emocje spolonizowanego Węgra-patrioty i "ułańska fantazja" - przede wszystkim ówczesnego prodziekana i zarazem kierownika Katedry prof. Marka Stachowskiego, który "znalazł" mnie na Węgrzech, a tę fantazję nazwał on "intuicją, która rzadko go zawodzi". Natomiast moja fantazja pomogła mi w tym, że pełniąc jednocześnie obowiązki dyrektora Instytutu Slawistyki na Uniwersytecie Debreczyńskim, odważyłem się podjąć to wyzwanie. Wspominam o tym tylko dlatego, że ta piękna przygoda mego życia trwa nadal, chociaż za jej kontynuacją przemawiają niezbyt racjonalne argumenty. Ze względu na ogromne fizyczne obciążenie i koszty związane
z dojazdami mało kto rozumie, dlaczego co tydzień dojeżdżam samochodem z Debreczyna do Krakowa. A ja cieszę się z tego, że władze Uniwersytetu Jagiellońskiego doceniają moją pracę,
a mnie na razie starcza sił i czuję się potrzebny. Jednak mimo że niektórzy moi znajomi i koledzy na Węgrzech z nutą lekkiej ironii powtarzają: "Wiemy, UJ polany jest różowym marcepanem", moje obowiązki na co dzień wcale nie wyglądają tak kolorowo.
    Podsumowując miniony okres: wśród pozytywów, paradoksalnie, na pierwszym miejscu stawiam te osiągnięcia, które ze względu na swój charakter są niby oczywiste i w zasadzie niewarte tego, by specjalnie odnotować je w pamięci. Katedra - sądzę - nie przeżyła wstrząsu, gdy na stanowisku kierownika zatrudniony został cudzoziemiec. Cały czas normalnie funkcjonuje i, mam nadzieję, nie stanowi "problemu" dla władz Wydziału. Już na samym początku mej kadencji zostałem rzucony na głęboką wodę. Należało wówczas przeprowadzić gruntowną reformę dotychczasowego programu kształcenia, by spełnić wymogi minimum programowego stawianego przez ministerstwo - wówczas przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu. Nowy program wprowadzony został w drugim roku mojej działalności jako kierownika Katedry
i wymagał od studentów bardzo dużo dodatkowej pracy, uzupełnienia różnic programowych. Ku naszemu zadowoleniu program bez zastrzeżeń przeszedł akredytację. Następnie zajęliśmy się opracowywaniem programu kształcenia licencjackiego i magisterskiego - "bolońskiego", który
w tym roku też musi być zaakceptowany podczas kolejnej akredytacji.
    Z osiągnięć dydaktycznych za najważniejsze uważam znaczne podwyższenie u studentów poziomu znajomości języka węgierskiego, co zawdzięczamy zarówno zmianom programowym, jak i wspaniałemu zespołowi lektorów i wykładowców tego trudnego języka. Prace magisterskie od wielu lat obligatoryjnie pisane są po węgiersku, co stanowi raczej ewenement na rzadkich filologiach.
    Do bardziej "pokaźnych" i łatwych do udokumentowania osiągnięć ostatnich siedmiu lat należy zorganizowanie dwóch międzynarodowych konferencji - literaturoznawczej i językoznawczej, wydanie tomów pokonferencyjnych oraz zorganizowanie międzynarodowego sympozjum na temat nauczania języka węgierskiego jako obcego
i aktualnych problemów systemu bolońskiego. Udało się nam nawiązać bardzo dobrą i bliską współpracę z hungarystami polskimi i zagranicznymi, zintegrować środowisko hungarystyczne w Polsce oraz stworzyć współpracę z polonistami węgierskimi. Kontakty z węgierskimi placówkami dyplomatycznymi oraz z węgierskimi uczelniami, w których nasi studenci odbywają staże, także można uznać za bardzo dobre. W ramach stypendiów wyszehradzkich przyjeżdżają do nas doktoranci, między innymi historycy i politolodzy, którzy zajmują się szeroko rozumianą problematyką polsko-węgierską i kontaktami polsko-węgierskimi. Nawiązaliśmy współpracę także w ramach programu ERASMUS, pierwsze kroki będziemy stawiać w tym roku. Kilka lat temu w Katedrze zostało akredytowane centrum egzaminu języka węgierskiego jako obcego
w systemie ECL. Jako pierwsza jednostka zagraniczna przekazujemy do centrali na Węgrzech egzaminacyjne materiały dźwiękowe przez internet (pliki mp3) zamiast tradycyjnych taśm magnetofonowych wysyłanych pocztą kurierską. W najbliższej przyszłości zostaną stworzone takie możliwości, aby słuchacze studium nauczania języka węgierskiego jako obcego, przede wszystkim cudzoziemcy, mogli odbywać praktykę w naszej Katedrze.

* Pracownicy naukowi Katedry, a także lektorzy i wykładowcy regularnie biorą udział
w konferencjach i spotkaniach naukowych, ich nazwiska są znane w kręgach hungarystycznych w Polsce i poza jej granicami.

# Szczególne zasługi w tym ma prof. Ralf-Peter Ritter, który od października tego roku wprawdzie jest na emeryturze, ale w ostatnich ośmiu latach był niemalże ambasadorem naszej Katedry na kongresach i konferencjach wszędzie w Europie. Profesor Ritter odznaczony został przez prezydenta Węgier László Sólyoma za promocję nauki i kultury węgierskiej za granicą.
    Ze względu na wielkość naszej jednostki naukowo-dydaktycznej wspomniane osiągnięcia oczywiście nie mają "masowego" charakteru: na egzaminy ECL zgłaszają się tylko nieliczni
z Krakowa i z okolic, a także niewielu studentów - cudzoziemców korzysta z naszej Katedry jako bazy badawczej (wielu osób nie bylibyśmy zresztą w stanie "obsłużyć"). Co roku przyjeżdża
z wykładami gościnnymi kilku profesorów z Węgier lub z innych krajów. Na organizowane przez nas konferencje przybywa około dwudziestu pięciu uczestników. Właśnie na tle tych skromnych liczb nie mogę ukryć ogromnego zaskoczenia i zadowolenia z tego powodu, że jubileusz Katedry
i jej osiągnięcia niedawno zostały docenione w szczególny sposób: podczas majowej konferencji poza prof. Ritterem także ja otrzymałem odznaczenie państwowe: Krzyż Kawalerski Orderu Rzeczypospolitej Polskiej, przyznany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
    Uważam, że działalność naszej Katedry może stanowić wzór pracy zespołowej. Nasi pracownicy są zdolni, mimo indywidualnych różnic mało konfl iktowi, rozumiejący specyfikę rzadkich filologii, zaangażowani w sprawy Katedry i w pracę na UJ. Dlatego też ze strony pracowników zawsze można liczyć nawet na taką pomoc, która daleko wykracza poza zakres obowiązków służbowych. Wielką zasługę w tym mają nasze tradycje, w szczególności wszyscy poprzedni kierownicy (przede mną było ich trzech) i pod każdym względem bardzo pozytywna atmosfera Wydziału Filologicznego, którą zawdzięczamy przede wszystkim sposobowi prowadzenia Wydziału przez panie dziekan. Chyba naszą zasługę stanowi fakt, że w ciągu ostatnich lat nie obawialiśmy się podejmowania niekiedy trudnych decyzji kadrowych. Związane były one z perspektywicznymi interesami Katedry i wynikały wyłącznie z przyczyn merytorycznych. W przeprowadzaniu tych zmian zawsze mieliśmy pełne wsparcie władz Uczelni.

* Jakie zadania wyznaczył Pan sobie na najbliższe lata?

# Jeśli chodzi o aktualne zadania na przyszłość, to przede wszystkim trzeba dbać o dalszy intensywny rozwój naukowy kadry. Jeden z kolegów uzyskał stopień naukowy już za mojej kadencji, również w tym okresie wszyscy trzej doktorzy zostali awansowani na stanowisko adiunkta. Obecnie intensywnie pracują oni nad rozprawami habilitacyjnymi, a najmłodszy asystent niedługo złożygotową pracę doktorską.
    Uzyskanie przeze mnie tytułu naukowego profesora zależy od wielu czynników, zarówno obiektywnych (czas mojego dalszego zatrudnienia na UJ), jak i subiektywnych. Niewątpliwą trudność w tym stanową nieporównywalne ze sobą węgierski i polski system nadawania stopni
i tytułów naukowych. Przysłowie Mądry Polak po szkodzie po węgiersku brzmi Mądry uczy się na błędach innych. "Błędy innych" na uniwersytetach to często zamknięcie się w hermetycznym świecie nauki. Na to można sobie pozwolić przez bardzo krótki czas - zwłaszcza na stanowisku kierowniczym. Zadbanie o przyszłość Katedry, o czasy "po mnie", uważam za mój oczywisty obowiązek, aczkolwiek taktownie nie został on zwerbalizowany przez żadnego z dziekanów - dawnych
i obecnych.
    Aktualnym zadaniem pozostaje promocja naszego kierunku wśród kandydatów na studia, permanentne spełnianie wymogów akredytacyjnych, to jest wymogów minimum kadrowego. Przynajmniej do czasu habilitacji jednego z kolegów na miejsce odchodzącego na emeryturę prof. Rittera zatrudnimy pracownika samodzielnego - językoznawcę - z Węgier, który przyjedzie w ramach międzynarodowej umowy kulturalnej. W dalszej perspektywie musimy "wychować" mojego następcę spośród miejscowych pracowników samodzielnych. Bacznym okiem będziemy śledzić zmiany, jakie zachodzą na rynku pracy, by nasz program kształcenia na bieżąco dostosować do aktualnych potrzeb. Ważnym zadaniem będzie w przyszłości rozwój kształcenia doktorantów z uwzględnieniem racjonalnych czynników. W przypadku rzadkich filologii - na Węgrzech nazywane są one małymi - kształcenie doktorantów ma wyraźny akcent utylitarny, najczęściej musi iść w parze z możliwością ewentualnego zatrudnienia na uniwersytecie. No,
i oczywiście postaramy się utrzymywać wysoki poziom kształcenia i w dalszym ciągu rozwijać wszystkie osiągnięcia z minionego okresu.

* Proszę przypomnieć, jak wyglądała droga Pana kariery naukowej. Jakie są Pana korzenie?

# Korzenie mam tylko węgierskie, języka polskiego zacząłem się uczyć w wieku 17 lat. Na Węgrzech działam jako polonista - obecnie jestem kierownikiem Katedry Języka i Literatury Polskiej Uniwersytetu Debreczyńskiego. Pierwszy doktorat uzyskałem w Debreczynie, drugi
w Warszawie, w Instytucie Badań Literackich PAN. Ostatni stopień naukowy - stopień kandydata w zakresie literatury - uzyskałem w Budapeszcie, w Węgierskiej Akademii Nauk.

* Ilu pracowników jest zatrudnionych w Katedrze?

# Mamy dziesięciu pracowników naukowo-dydaktycznych: dwóch profesorów UJ (razem ze mną), trzech adiunktów, jednego asystenta, dwóch lektorów i wykładowców języka węgierskiego i estońskiego. Ponadto mamy własnego specjalistę do prowadzenia spraw administracyjnych oraz kustosza-bibliotekarza.

* A ilu kształci się w niej studentów?

# Po egzaminach wrześniowych jest ich około siedemdziesięciu.

* Czy zainteresowanie studiami hungarystycznymi na UJ wzrosło, czy zmalało w ostatnich latach? Ilu kandydatów przyjmowanych jest na pierwszy rok studiów i ile osób stara się
o jedno miejsce?

# Zainteresowanie studiami hungarystycznymi w ostatnich latach generalnie wzrosło, ale - jak
w przypadku rzadkich fi lologii - są wyraźne wahania. Co roku wypełniamy limit miejsc. Na I rok przyjmujemy teoretycznie 15 osób, praktycznie około 20, gdyż wielu kandydatów ma taką samą liczbę punktów. Na jedno miejsce w zeszłym roku przypadło pięciu kandydatów, w roku bieżącym trzech. Limit miejsc za mojej kadencji został podwyższony z 10 na 15. Gdy przeprowadzaliśmy rozmowy kwalifi kacyjne, zgłaszali się tylko ci, którzy naprawdę interesowali się kulturą węgierską lub ewentualnie znali już podstawy języka węgierskiego. Obecnie przychodzą osoby, które niewiele wiedzą na temat Węgier. Dlatego też zainteresowanie kulturą Madziarów musimy rozbudzić w pierwszym semestrze studiów, inaczej większe wykruszenia byłyby nieuchronne.

* Filologia węgierska na UJ należy do specjalności typu "B", co oznacza, że nauka języka węgierskiego zaczyna się od podstaw. Proszę powiedzieć, jaki charakter mają te studia? Jakiego rodzaju przedmioty oferuje się tu studentom?

# Filologia węgierska na wszystkich polskich uczelniach należy do specjalności typu "B". Nie oznacza to jednak, że nasi absolwenci wykazują się słabszą znajomością języka niż na przykład absolwenci po anglistyce lub germanistyce. Zwłaszcza przy braku dobrych słowników dwujęzycznych - ostatnie jednotomowe zostały wydane w latach pięćdziesiątych
- i specjalistycznych bardzo wielki nacisk kładziemy na lektoraty języka węgierskiego. Na nauczanie samego języka w systemie 3+2 przeznaczonych jest ponad 1250 godzin. Realizowany przez nas program, z jednej strony, to typowe studia filologiczne, prowadzone są więc wykłady
z literaturoznawstwa, językoznawstwa, historii i historii kultury. Z drugiej strony, w pewnym sensie odchodzimy od tradycji studiów filologicznych, bo przy zminimalizowaniu programu
w zakresie dawnej literatury i językoznawstwa historycznego nasza uwaga skupia się na literaturze i kulturze XX-XXI wieku, ze szczególnym uwzględnieniem okresu po 1950 roku do dziś (!), oraz na gramatyce opisowej współczesnego języka węgierskiego. W ramach lektoratów należy wspomnieć o kursach dotyczących między innymi następujących tematów: 1) biznes
i prowadzenie spraw biurowych, 2) turystyka i gastronomia, 3) informatyka i telekomunikacja, 4) slang, 5) kultura - fi lm, teatr, rynek wydawniczy - na studiach licencjackich; ponadto:
1) kontakty międzynarodowe (UE), 2) służba zdrowia - na studiach drugiego stopnia. Przy układaniu programu staraliśmy się uwzględnić następujące czynniki: po pierwsze, miejsce Krakowa i Polski południowej w kontaktach polsko-węgierskich - przede wszystkim handel, biznes i turystyka; po drugie, zróżnicowanie naszego programu w stosunku do programów hungarystycznych prowadzonych na pozostałych dwóch polskich uniwersytetach: Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytecie Warszawskim - musimy nawzajem się uzupełniać, a nie tylko stanowić dla siebie konkurencję. Poza językiem węgierskim prowadzone są także lektoraty języka estońskiego - w systemie 3+2 przez cztery lata - jako obligatoryjnego drugiego języka ugrofi ńskiego.

* Jak Polacy radzą sobie z nauką języka węgierskiego?

# Polacy generalnie radzą sobie bardzo dobrze; i chcę się pochwalić, że nasi studenci jeszcze lepiej... Na wszystkich zagranicznych kursach na Węgrzech, takich, jak na przykład kursy wakacyjne, stypendia naukowe na Uniwersytecie Loránda Eötvösa lub w Instytucie Balassiego, w ostatnich latach nasi studenci wyrobili sobie doskonałą opinię. Niekiedy bez testu kwalifi kacyjnego automatycznie zapisywani są do najlepszych grup. Najwybitniejsi pod koniec studiów potrafi ą mówić z akcentem bardzo zbliżonym do akcentu rodowitych Węgrów. Tu jednak warto podkreślić, że w Katedrze pracuje czterech Węgrów, wśród nich jeden dwujęzyczny pół-Węgier, pół-Polak. Poza tym miejscowi pracownicy także wykazują się doskonałą znajomością języka potomków Árpáda.

* Jakie perspektywy zatrudnienia mają obecnie młodzi ludzie po ukończeniu tego typu studiów?

# Szanse na znalezienie dobrej pracy są duże. Nasi absolwenci są zatrudniani w sferze biznesu, wymiany handlowej i turystyce, wielu z nich na Węgrzech. Poszukiwane są osoby wyłącznie
z dobrą znajomością języka węgierskiego, cały czas otrzymujemy oferty od różnych firm. Przy znalezieniu pracy dodatkowy atut to znajomość języka angielskiego. O wysokim poziomie znajomości przez naszych studentów języka węgierskiego świadczy fakt, że wielu z nich znajduje zatrudnienie już podczas studiów, co - niestety - często doprowadza do logistycznych trudności w uczęszczaniu na zajęcia...

* Wykłada Pan historię literatury węgierskiej od początku XIX wieku do czasów najnowszych. Co w szczególności znajduje się w kręgu Pana zainteresowań badawczych?

# W przypadku rzadkich fi lologii - ze względu na stosunkowo małą liczbę studentów, a także pracowników zatrudnionych w danej jednostce - nie można sobie pozwolić na zbyt wąską specjalizację. Jest to jedna ze specyfi cznych cech rzadkich fi lologii. Siłą rzeczy wiąże się z tym faktem nie tylko "przymusowa" rozległość zainteresowań, lecz także pewna powierzchowność - nie można być specjalistą od wszystkich okresów i tematów. W Katedrze Filologii Węgierskiej UJ prowadzę zajęcia jak każdy inny pracownik naukowo-dydaktyczny, zgodnie z potrzebami programu kształcenia, czyli zgodnie z potrzebą "świadczeń usług edukacyjnych", pod hasłem "badaj, co cię interesuje; nauczaj, czego trzeba". Wieku XIX dotyczą tylko nieliczne moje publikacje. Badam polską, węgierską i rosyjską literaturę obozowo-łagrową (XX wiek) oraz problematykę egzystencjalną we współczesnej literaturze węgierskiej i polskiej (XXI wiek).

* Jakie podobieństwa i różnice dostrzega Pan, jako historyk literatury, pomiędzy narodem węgierskim i polskim?

# Mimo że Polacy i Węgrzy lubią się jak żadne inne narody w Europie, różnice w ich mentalności są dość duże. Może właśnie te różnice powodują, że jesteśmy dla siebie interesujący... Skoro jestem zadomowiony w kulturze polskiej i od lat studenckich marzyła mi się praca w Polsce (nie wiadomo, na jakiej podstawie, bo z moją polszczyzną, wykształceniem i zaangażowaniem w tak zwaną polskość mogę być "Polakiem numer 1" ewentualnie nad Cisą, ale w żadnym wypadku nad Wisłą), trudno mi w tej chwili odróżnić moje spostrzeżenia jako literaturoznawcy od spostrzeżeń szarego Madziara o popularnym i pospolitym nazwisku Nagy. Może jednak nie "po uniwersytecku", dosadnie i żartobliwie... W literaturze węgierskiej od początku piśmiennictwa wyraźnie widać te cechy Węgrów, o których piszę w artykule poświęconym hungaropesymizmowi. Są to następujące właściwości: negatywistyczny stosunek do świata, brak wiary w lepsze, lęk przed nowościami, niedostatecznie rozwinięta umiejętność czerpania radości z życia itd. Sięgnijmy po nasze najstarsze utwory literackie, jednocześnie zabytki języka polskiego i węgierskiego, po Bogurodzicę i - już od samego tytułu ciarki chodzą po plecach - Starowęgierską rozpacz Maryi pod krzyżem. Najstarsza polska pieśń nie bez powodu była śpiewana jako hymn przed bitwą pod Grunwaldem, a ta druga - delikatnie mówiąc - nie napawa optymizmem. Podczas gdy romantyczni wieszczowie polscy "opracowywali" ambitny program polskiego mesjanizmu, czego Węgrzy w ogóle nie rozumieją, bo mało tego, że zgodnie
z zapowiedzią wieszczów Polska miała zmartwychwstać, a "dodatkowo" wyzwolić też inne narody, ich węgierscy koledzy w analogicznym okresie historycznoliterackim roztaczali - zamiast "jeszcze Węgry nie zginęły" - wizję śmierci całego narodu (Hymn Ferenca Kölcseyego oraz Wezwanie Mihálya Vörösmartyego, rówieśnika Mickiewicza). Przykłady można by mnożyć, sięgając także po literaturę współczesną, poświadczającą, że Węgrzy z trudem znajdują swoje miejsce w świecie postkomunistycznym. W Polakach i w literaturze polskiej zachwycam się właśnie tym, czego w nas, Węgrach, brakuje: ułańską fantazją (poza jej wcieleniem w wykonaniu kierowców na oblodzonej "zakopiance"), krytycznym stosunkiem do przeszłości i tradycji narodowych - Ferdydurke Witolda Gombrowicza, Jezioro Bodeńskie Stanisława Dygata.
    Na pewno wspólne jest w nas zapatrzenie się tylko w nas samych. Poza okresami, kiedy walczyliśmy o "wolność naszą i waszą", często nie zauważamy - parafrazując powiedzenie - w którym kościele dzwonią i dlaczego. Podczas gdy zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech wspaniale odbieraliśmy filmy Andrzeja Wajdy (mistrz miał rację, że ekranizował przede wszystkim wybitne utwory literackie), na arcydziełach kinematografi i czeskiej i węgierskiej lat 60. i 70. siedzieliśmy - dosłownie - jak na tureckim kazaniu. Szkoda, bo "wszędzie się paliło", nie tylko
w Czechosłowacji. Takie zamknięcie się we własnym świecie poświadcza też literatura węgierska drugiej połowy XX wieku, którą obecnie i w przyszłości - tak samo jak literaturę polską - powinniśmy w końcu zreinterpretować bez politycznego balastu.

* Dziękuję za rozmowę.

 

Cała rozmowa dostępna również na stronie "Alma Mater"

 

Powrót do "20. rocznica istnienia Katedry Filologii Węgierskiej UJ"

 

Źródło: Alma Mater (Miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego, październik 2009 nr 117, s. 7-9)

   

Data ostatniej modyfikacji: 04.11.2009.:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie w całości lub w częściach, bez zgody autora zabronione.
All rights reserved. Reproduction in whole or in part without permission is prohibited.

copyright Renata Cynarska 2008